brak oznaczenia

Gdańsk - jedno miasto wiele kultur

Udział przedstawicieli rozmaitych narodów i wspólnot etnicznych w tworzeniu krajobrazu cywilizacyjnego Gdańska jest niezaprzeczalny. Strona niniejsza ma ułatwić zarówno współczesnym mieszkańcom Miasta jak i turystom zainteresowanym tą tematyką, identyfikację śladów obecności przedstawicieli innych kultur, a także rozeznanie się w dzisiejszym, już nieco innym, ale nadal gościnnym Gdańsku. 

Gdański tygiel

Kultura Gdańska przez lata czerpała z rozmaitych wzorów. Przez stulecia świadomie lub nieświadomie włączano pierwiastki obce do kulturalnego krwiobiegu miasta. Był Gdańsk zatem klasycznym przykładem kulturowego tygla, w którym stapiało się w nową jakość wszystko to, co przynosili ze sobą ludzie pojawiający się w Mieście. Dotyczyło to w równej mierze imigrantów z polskiego zaplecza, jak i przybyszów z zachodu. Efektem tego były specyficzne i charakterystyczne odmienności obyczaju, stroju, architektury, a zwłaszcza języka.Ślady obecności w Gdańsku przedstawicieli różnych kultur i narodów odnaleźć można na niemalże całym jego terytorium. Proponujemy spacer po śródmieściu Gdańska. Zatrzymując się w każdym z punktów będziemy rozglądać się wokoło, poszukując interesujących nas obiektów i miejsc związanych z osobami i grupami ludzi, którzy wywodzili się z odległych regionów i zostawili swój ślad nad Motławą. 

DOLNE MIASTO I FORTYFIKACJE

Po początkowych, sięgających I połowy XVI w., eksperymentach z włoską sztuką fortyfikatorską, od końca zwrócił się Gdańsk w II połowie tego wieku całkowicie ku wzorcom niderlandzkim. Powód tego wyboru wydaje się oczywisty: metody obrony miast i twierdz wypracowane przez broniących się przed Hiszpanami mieszkańców Niderlandów najlepiej odpowiadały warunkom Gdańska, położonego na skraju Żuław.Tak pojawili się w Gdańsku pochodzący z Alkmaar w Północnej Holandii Willem Benning i Adrian Olbrants, którzy zbudowali Śluzę Kamienną na Motławie, umożliwiająca zalanie Żuław na wypadek ataku na Miasto od południowego wschodu. „Przetarg” na projekt nowej linii umocnień oddzielającej Gdańsk od Żuław wygrał Cornelius van den Bosch, również pochodzący z Północnej Holandii. Realizację jego projektu powierzono limburczykowi Peterowi Janssonowi z Weerdt, Corneliusowi Janssenowi z Doesburga w niderladzkiej prowincji Gelderland i Baltzerowi Heddingowi. Tak zaczęła się gdańska przygoda z holenderskimi fortyfikatorami, z powodzeniem kontynuowana przez całe dziesięciolecia. Wśród ludzi, którzy projektowali, poprawiali, budowali i modernizowali gdańskie fortyfikacje pojawiają się liczne nazwiska o ewidentnie niderlandzkim rodowodzie. By wymienic tylko kilku z nich jak: Wijbe Adams, Cornelius Herebouts, Ian van den Hoorn, Adolf de Klerck, Peter de Parceval. Efektem ich pracy było opasanie Gdańska ciągiem wałów z bastionami, czyniącymi Miasto niezdobytą twierdzą przez ponad sto lat. Bez niderlandzkiego know-how mało możliwym byłoby również sprawne osuszenie terenów włączonych w obręb miejskich fortyfikacji w pocz. XVII w. Świńskich Łąk, czyli dzisiejszego Dolnego Miasta. Tam działał m.in. najsłynniejszy gdański wynalazca Adam Wijbe (lub Wijbe Adams), dzięki któremu podmokłe pastwiska już wkrótce można było zacząć zabudowywać domami. Żadna z dzielnic starego Gdańska nie przypominała niegdyś tak bardzo Amsterdamu, jak właśnie Dolne Miasto. Na środku większości głównych ulic tej nowej dzielnicy znajdowały się bowiem kanały odprowadzające wodę do Motławy, zupełnie takie, jak te, które do dziś oglądać można w niejednym mieście Holandii. 

MUZEUM NARODOWE I KOŚCIÓŁ ŚW. TRÓJCY

Kościół św. Trójcy i przylegający do niego klasztor wzniesiony przez gdańskich franciszkanów, był jednym z ośrodków w którym pojawiali się mnisi z różnych stron, niosąc ze sobą oprócz idei zapoczątkowanej przez Giovanniego Bernardone, czyli św. Franciszka z Asyżu, również elementy kultur, w których się wychowali.Najistotniejszym dla gdańskiej kultury aspektem historii zespołu klasztornego na Przedmieściu było funkcjonowanie w nim Gimnazjum Akademickiego. Szkoła ta, której niewiele brakowało do przekształcenia w regularny uniwersytet, przez wieki kształciła gdańską elitę intelektualną i polityczną. Pierwszym rektorem Gimnazjum został Johannes Hoppe pochodzący z łużyckiego Budziszyna, doświadczony pedagog o długiej i międzynarodowej karierze. Wśród jego wykładowców pojawiało się zawsze wielu przybyszów z bliższych i dalszych stron, którzy wybierali gdański ośrodek, porzucając niekiedy inne, „bardziej renomowane", a czasem szukając w Gdańsku możliwości rozwoju swojej intelektualnej kariery. Tak pojawili się w Gimnazjum: Johann Mochinger z Wittenbergi - nauczyciel retoryki i „miejski" mówca, Johann Titius z Legnicy - następca Mochingera, Andreas Hojer z Uznamu - nauczyciel retoryki i teolog, badacz dziejów Gdańska i Pomorza, Peter Bruncov z Choszczna na Pomorzu Szczecińskim - prawnik, Peter Krüger z Królewca - astronom i matematyk, Wilhelm Misocacus z Brukseli - lekarz i wydawca kalendarzy, Nikolaus Volkmar z Hersfeld - nauczyciel języka polskiego i kaznodzieja w kaplicy św. Anny, a także Michael Rettelius z Żytawy (Zittau), Heinrich Möller z Frankenstein, Andreas Frankenberger z Memmingen w Szwabii. Wśród wykładowców Gimnazjum pojawiają się również Węgrzy - przeważnie luterańscy emigranci - uciekinierzy przed habsburskimi represjami. Byli wśród nich András Hagymássy, zwany Panoniusem, Johannes Sartorius pochodzący z Preszowa - jeden z reformatorów systemu nauki w Gimnazjum oraz Christoph Heynius. Jednym ze słuchaczy Gimnazjum Akademickiego był przybyły do Gdańska w początkach XVII w. podróżnik Márton Szepsi Csombor, autor pierwszego napisanego po węgiersku opisu Gdańska. Andrew Aidie był szkockim przyrodnikiem, filologiem i poliglotą.Dawny klasztor franciszkanów to również pierwsza siedziba miejskiej biblioteki. Jej powstanie wiąże się z postacią emigranta z Italii, Giovanni Bonifacio markiz d'Oria. Niewiele zabrał z sobą na wieloletnią tułaczkę poza ogromną ilością książek. Wędrował po Europie od kraju do kraju, poznając ludzi, spotykając luminarzy ówczesnej nauki i liderów nowych ruchów światopoglądowych. Tak spędził większość dorosłego życia, by w końcu trafić w nasze strony. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności okazał się szczęśliwym dla Gdańska. Statek wiozący markiza i jego księgozbiór uległ 25 sierpnia 1591 r. awarii u wejścia do gdańskiego portu i zaczął tonąć. Sprawna akcja przyniosła ratunek nie tylko tułaczowi, ale i większości jego cennych zbiorów. Zmęczony życiem, niemalże ociemniały Włoch zawarł wkrótce z Miastem umowę, zgodnie z którą jego książki, a było ich ponad tysiąc, miały przejść na własność Gdańska. W zamian za to ich dotychczasowy właściciel miał pozostać do końca życia na utrzymaniu miejskiej kasy. Tak zaczęła się historia biblioteki miejskiej, która początkowo nazywała się Biblioteką Rady, później Biblioteką Senatu, a obecnie jest trzonem zbiorów Gdańskiej Biblioteki PAN. Epitafium markiza d'Oria oglądać można do dziś w Kościele św. Trójcy.Dzisiejsze Muzeum Narodowe, będące następcą dawnego Muzeum Miejskiego, to skarbnica dzieł sztuki. Najcenniejszym jednak niewątpliwie, zarówno przez sławę autora, artystyczny rozmach, jak i niezwykłą historię, jest tryptyk „Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga, Nadreńczyka osiadłego we flamandzkiej Brugii. Obraz ten trafił do Gdańska jako łup wojenny najsłynniejszego gdańskiego żeglarza wszechczasów, Pawła Beneke, który zdobył go w morskiej bitwie u ujścia Tamizy w 1473 r. w czasie wojny Hanzy z Anglią, której Gdańsk był inicjatorem i aktywnym uczestnikiem. Pochodzenie, miejsce zdobycia, międzynarodowa afera jaką wywołała bitwa morska, w której został zdobyty, a także liczne (przymusowe niekiedy) podróże dzieła po całej niemalże Europie, czynią z niego jeden z najbardziej wielokulturowych i prawdziwie europejskich artefaktów w gdańskich zbiorach muzealnych.Historia kolekcji dzisiejszego Muzeum Narodowego wiąże się nierozerwalnie z postacią Jakoba Kabruna, gdańskiego kupca i kolekcjonera o szkockim rodowodzie, który w testamencie zapisał swoją ogromną i niezwykle cenną kolekcję dzieł sztuki Miastu, tworząc w ten sposób podstawę do utworzenia Muzeum Miejskiego. Kabrun położył również wielkie zasługi przy budowie miejskiego teatru, którego następcą (zarówno artystycznym, jak i ze względu na umiejscowienie przy Targu Węglowym) jest Teatr Wybrzeże.

ULICA DŁUGA

Pod numerem 9 mieszkał na przełomie XVIII i XIX w. Jakob Kabrun - gdański kupiec i kolekcjoner - Szkot z pochodzenia.Przy Długiej 12 rezydowali Uphagenowie, gdańscy patrycjusze o korzeniach we flamandzkim Ypres.Pod numerem 27 znajdowała się siedziba i sklep gdańskiej dynastii złotników - Stumpfów, której protoplasta, Carl Stumpf przybył do Gdańska z okolic Rygi.Dom pod numerem 29, znany jako Kamienica Czirenbergów lub Frederów, to niegdysiejsza siedziba gdańskiego kupca pochodzenia żydowskiego Lessera Giełdzińskiego.Lesser Giełdziński przybył do Gdańska w 1860 r. W Gdańsku powstała jego firma obrotu zbożem, na którym bardzo szybko się wzbogacił. To dało mu możliwość poświęcenia się życiowej pasji, jaką było kolekcjonerstwo. To, co odróżniało go od innych kolekcjonerów, to fakt, że jego kolekcja odbiegała od obowiązującej mody. A zbierał praktycznie wszystko, co uznał za interesujące. Szczególną uwagę poświęcał przedmiotom, które dzisiaj nazywa się antykami, lub zabytkami, a wówczas były starymi gratami, których właściciele z radością się pozbywali, zastępując je tym, co nakazywała posiadać moda. W ten sposób kolekcja Lessera Giełdzińskiego rosła szybko, tworząc zbiór przeróżnych i przedziwnych niekiedy przedmiotów. Składały się na nią dzieła sztuki, produkty dawnych rzemiosł, zabytkowe stroje, biżuteria, mapy i ryciny, laski, fajki, guziki, osobliwości przyrodnicze i oczywiście judaika.Chętnie pokazywał swoją kolekcję każdemu, kto chciał poświęcić czas starym szpargałom. Początkowo zbiory Lessera Giełdzińskiego znajdowały się w siedzibie jego firmy przy Długiej 18, by z czasem zostać przeniesione do kamienicy pod numerem 29.Zdając sobie być może sprawę, jak niewiele trzeba, by lata zbieractwa zostały zaprzepaszczone wkrótce po tym jak braknie zbieracza, przekazał część swojej kolekcji Miastu, a część gminie żydowskiej skupionej wokół Wielkiej Synagogi. Zbiory przekazane Miastu utworzyły wystrój Sieni Gdańskiej w Nowym Domu Ławy przy Długim Targu, a judaika były eksponowane w jednym z pomieszczeń synagogi przy dzisiejszej ulicy Bogusławskiego. Pozostała część kolekcji wystawiona została na aukcję w Berlinie wkrótce po śmierci właściciela w 1910 r. Uległa całkowitemu rozproszeniu. Spora część zbiorów Sieni Gdańskiej została zniszczona w trakcie II wojny światowej, ale kolekcja żydowskich artefaktów wyjechała z Gdańska w komplecie wraz z wypędzanymi przez nazistów Żydami w 1939 r. Tworzy obecnie istotną część zbiorów Muzeum Żydowskiego w Nowym Jorku.Fasada domu Czirenbergów (Długa 29) to również przykład nawiązania do kultury antycznej. Poza uroczą w swojej brzydocie figurką pieska nad wejściem udekorowana jest bowiem dwunastoma medalionami z wizerunkami rzymskich władców, z Neronem włącznie.„Lwi Zamek" (Długa 35) to według wszelkiego prawdopodobieństwa dzieło Hansa Kramera, architekta z Drezna w Saksonii. Autorstwo rzeźbiarskiego wystroju kamienicy przypisuje się Frederikowi Vroomowi, artyście z Haarlem w północnej Holandii. W 1636 r. gościł tu, na specjalnie na swoją cześć wydanej uczcie, polski i szwedzki król Władysław IV Waza. Od roku 1984 mieści się w "Lwim Zamku" siedziba Rosyjskiego Centrum Nauki i Kultury.Kamienica pod numerem 39 była „tymczasowym" Dworem Artusa, używanym do mieszczańskich spotkań po pożarze właściwego dworu w 1476 r.W 2009 r., przy Długiej 50/51 został otwarty „Teatr w Oknie", którego sceną są okna na parterze kamienic, a widownią ulica. To inicjatywa gdańskiego Teatru Szekspirowskiego, wspólnego dzieła władz miejskich i wojewódzkich oraz Fundacji „Theatrum Gedanense", nawiązująca do tradycji teatralnych Gdańska, a w szczególności do obecności angielskich aktorów w Mieście już w XVII w.

DWÓR ARTUSA

Dwór Artusa , najwspanialszy salon dawnego Gdańska i jedno z najpiękniejszych wnętrz Europy już z racji swojej nazwy stanowi nawiązanie do odległej kultury. Jego patron, król Artur, to postać z mitu o władcy Brytów leżącej u podstaw kultury anglosaskiej, ale również kultury rycerskiej średniowiecznej Europy.Wśród postaci ukazanych w formie figur na fasadzie znajduje się dwóch Rzymian: Scypion Afrykański, wódz i pogromca Kartagińczyków, oraz Camillus, zbawca Rzymu z czasów wojny z Gallami. Pozostałe dwie figury to Grek Temistokles, wódz ateński w wojnie z Persami i żydowski król Juda Machabeusz, wyzwoliciel Judei spod panowania Seleucydów. Dwa medaliony po obu stronach portalu dworu to konterfekty szwedzkiego (i rzecz jasna polskiego) króla Zygmunta III Wazy i jego syna, królewicza Władysława, późniejszego króla Polski i, wprawdzie tylko tytularnego, króla Szwecji. Długo panowało jednak przekonanie, że medaliony ukazują cesarza Karola V Habsburga i jego syna don Juana d'Austria.Jedno z bractw kupieckich mających siedzibę w Dworze Artusa za czasów jego największej świetności nosiło nazwę Ławy Holenderskiej.Wystrój wnętrza dworu pełen jest nawiązań i kulturowych odwołań do legend i mitów zarówno antycznych, jak i średniowiecznych.Tuż obok głównego wejścia znajdują się medaliony z portretami protestanckiego reformatora Marcina Lutra i jego żony Katarzyny von Bora.Jeden z modeli okrętów zawieszonych u sklepień dworu przedstawia felukę - statek charakterystyczny dla Morza Śródziemnego, tu ukazany jako turecka galera.Wśród postaci ukazanych na kaflach wielkiego pieca - króla pieców - umieszczonego w północno-wschodnim narożniku hali dworu, upatruje się portretów elity politycznej połowy XVI w. z cesarzem Karolem V Habsburgiem na czele.W samym centrum hali stał niegdyś, zaginiony w latach 40. XX w. pomnik króla Augusta III Wettyna, elektora Saksonii, ufundowany przez mieszczan wdzięcznych za przeprowadzenie (trochę siłą) od dawna już potrzebnych w Gdańsku reform ustrojowych i finansowych.

DOM ANGIELSKI

U wschodniego krańca ulicy Chlebnickiej pod numerem 16 znajduje się jeden z największych prywatnych budynków dawnego Gdańska - Dom Angielski. Powstał w latach 1568-1570 na zlecenie przybyłego z Westfalii kupca Dircka Lylge (Lilie), a wzniósł go pochodzący z Drezna budowniczy Hans Kramer. Dociekliwi historycy architektury zauważyli, że fasada Domu Angielskiego jest w istocie podwyższoną i poszerzoną kopią fasady „Lwiego Zamku" przy Długiej 35 - innego dzieła Hansa Kramera. Rzeźbiarską dekorację domu wykonał Wilhelm Jacobsen z Brukseli. Nazwa Domu Angielskiego pochodzi zdaniem niektórych nie od Anglików (Englisches Haus), a od wieńczącej fasadę figury anioła. Nawet jeśli to prawda, z domem kupca Lylge wiąże się kilka „angielskich" epizodów.Kupcy angielscy dzierżawili podobno część ogromnych jak na miejskie warunki magazynowych pomieszczeń Domu Angielskim. Już w połowie XVI w. w budynku poprzedzającym inwestycję Dircka Lylge funkcjonowała kaplica, z której korzystali angielscy przybysze. Z miejscem tym, choć także jeszcze przed budową Domu Angielskiego wiąże się romantyczna historia o miłości między angielskim kupcem Jacobem Fluelinem a wychowanicą Dircka Lylge, Barbarą Rosenberg. Jak to często bywa w romantycznych opowieściach, rodzina dziewczyny nie chciała nawet słyszeć o romansie.

BAZYLIKA MARIACKA

Kościół Mariacki jest prawdziwą skarbnicą nawiązań kulturowych i obiektów związanych z przybyszami z daleka.Wchodząc do kościoła przechodzimy pod wieżą. Przestrzeń zepchnięta obecnie do funkcji kościelnej kruchty, niegdyś cieszyła się rangą odrębnej kaplicy pod wezwaniem św. Olafa. Św. Olaf, norweski władca z przełomu pierwszego i drugiego tysiąclecia, reformator kraju i promotor jego chrystianizacji, był popularnym świętym północnoeuropejskiego średniowiecza.Innym skandynawskim nawiązaniem w tym samym miejscu jest mocno zniszczony dzwon, częściowo wmurowany w południową ścianę kruchty, nazywany „Dzwonem z Iwangorodu". Jego historia wiąże się ze zwycięstwem szwedzkiego króla Karola XII nad Rosjanami w bitwie pod Narwą. Iwangorod, to dzisiejszy estoński Jaanilinn. Kto i w jakim celu wykonał dzwon oraz jak trafił się do Gdańska - pozostaje tajemnicą, a próby jej wyjaśnienia nie dały jak dotąd satysfakcjonujących rezultatów.Jeszcze przed przejściem do głównej nawy warto zadać sobie nieco trudu i odszukać w posadzce płytę nagrobną Ewerta Ferbera (tuż obok dzwonu z Iwangorodu), protoplasty gdańskiej rodziny patrycjuszowskiej. Ewert i jego brat Gowel przybyli do Gdańska z Nadrenii w dzisiejszych zachodnich Niemczech na początku XV w. Błyskawiczna kariera rodu i jego absolutne wrośnięcie w Gdańsk, jest przykładem na to, że przybysze z innych części świata tu, nad Motławą stawali się niekiedy bardzo szybko nie tylko przedstawicielami gdańskiej kultury miejskiej, ale także jej krzewicielami i mecenasami.Główny ołtarz Kościoła Mariackiego to dzieło przybysza z południowych Niemiec. Był nim mistrz Michael z Augsburga, prawdopodobnie nazwiskiem Schwarz, być może uczeń samego Albrechta Dürera. Augsburg leży w Szwabii, nic więc dziwnego, że autora wspaniałego dzieła późnego gotyku, jakim jest wielki ołtarz Kościoła Mariackiego określano mianem „Szwaba z Augsburga", przy czym wyraz „Szwab" jest w tym przypadku li tylko określeniem pochodzenia artysty i nie ma nawet śladu negatywnego zabarwienia, jakie występuje w języku polskim. Powierzenie mistrzowi z Augsburga wykonania ołtarza było inwestycją niezwykle drogą. Łączny koszt materiałów i robocizny wyniósł 13,5 tysiąca grzywien (wagowo ponad 2,5 tony srebra).W nawie północnej, tuż obok Kaplicy św. Anny znanej ze wspaniałej rzeźby Pięknej Madonny, oglądać możemy do dziś kamienną płytę przykrywającą grób Martina Opitza. Ów urodzony na Śląsku w mieszczańskiej rodzinie poeta, a przy okazji również dyplomata, polityk, uważany jest za jednego z ojców literatury, a w szczególności poezji niemieckiej. Podobnie jak Mikołaj Rej w Polsce, postulował Opitz odejście od dominacji łaciny w niemieckiej sztuce i zastąpienie jej niemczyzną.W północnej nawie, tuż nad wejściem do Kaplicy św. Reinholda, zawieszone jest duże i nieco przerażające w formie epitafium. Wśród ozdób otaczających owalną tablicę inskrypcyjną pojawiają się trzy ludzkie, naturalnej wielkości szkielety, o czaszkach z ogromnymi oczodołami. To pochodzące z połowy XVII w. epitafium Guldensternów (wł. Gyllenstiernów), szwedzkich arystokratów, stronników polskich Wazów w ich pretensjach do tronu szwedzkiego, co uczyniło z nich politycznych wygnańców z ich północnej ojczyzny.Kolejnym Szwedem, który na zawsze spoczął w Kościele Mariackim był Göran Posse. Jego pochodzące z lat 20. XVII w. epitafium oglądać możemy w Kaplicy św. Katarzyny w południowej nawie. Göran Knutsson Posse był szwedzkim magnatem, zwolennikiem wyzutego ze szwedzkiego władztwa Zygmunta III Wazy, który podobnie jak Guldensternowie, by ratować życie uciec musiał ze Szwecji. Jako najaktywniejszy aktor działań rewindykacyjnych Zygmunta III, stał się Posse nieformalnym przywódcą szwedzkiej emigracji, zwłaszcza tej jej części, która na miejsce wygnania wybrała Gdańsk, miasto bezpieczne dla wygnańców, a jednocześnie najbliższe skalistym brzegom ich ojczyzny.Przykładem nawiązywania do dość odległej kultury w dawnym Gdańsku może być również obecność hebrajskich napisów na niektórych epitafiach. Zobaczyć możemy je choćby na epitafium Constantina Ferbera i sąsiadującym z nim epitafium Eduarda Blemke. W obu przypadkach hebrajskie litery składają się tzw. tetragram, czyli niewypowiadalne imię starotestamentowego Boga.Z epitafium Eduarda Blemke wiąże się osoba przedstawiciela wpływów niderlandzkich, jakim był niewątpliwieWillem van den Blocke, któremu przypisuje się autorstwo tego wspaniałego dzieła. Syn Willema, Abraham van den Blocke, jest autorem wspaniałego, choć kiedyś budzącego wielkie kontrowersje pomnika nagrobnego małżonków Bahr, stojącego w północnym ramieniu transeptu oraz prawdopodobnie wspomnianego wcześniej epitafium Görana Posse. Z Willemem i jego synami spotkamy się jeszcze w kilku punktach naszej wędrówki.Niewiele brakowało, byśmy mogli poszczycić się jeszcze jednym wspaniałym twórcą kultury związanym z Kościołem Mariackim. Otóż sam król muzyki organowej, Jan Sebastian Bach, starał się swego czasu o posadę kantora w tym kościele. Jego kandydatura została jednak przez starszych parafii odrzucona.A już na sam koniec śledzenia wielokulturowości obecnej w Kościele Mariackim wspomnieć można z lekkim przymrużeniem oka o opowiadanej od jakiegoś czasu legendzie, jakoby w Kościele, gdzieś w okolicy Kaplicy Ferberów, istniał czakram, czyli jedno z miejsc, gdzie koncentruje się energia naszej planety. Czy rzeczywiście coś tam jest, czy po prostu pozazdrościliśmy sławy czakramowi wawelskiemu, trudno orzec. Ale jako że czakram jest pojęciem wywodzącym się z kultury indyjskiej, niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie, opowiadanie o nim w kontekście Kościoła Mariackiego dowodzi, że przenikanie kultur w Gdańsku trwa w najlepsze.

KAPLICA ANGIELSKA

Niepozorna kamieniczka przy ul. Świętego Ducha 113 została w początkach XVIII w. zakupiona przez angielskich kupców związanych z faktorią położoną przy tej samej ulicy, z przeznaczeniem na urządzenie w niej domu modlitwy. Początki obecności gminy anglikańskiej w Gdańsku datuje się na połowę XVII w. Wspomniana diaspora spotykała się wówczas na nabożeństwa na Piaskowni (dzisiejszej okolicy ul. Rogaczewskiego). Jeszcze, bo już w wieku XV wcześniej istniała kaplica z której korzystali kupcy angielscy urządzona w Domu Angielskim przy Chlebnickiej. Stanowisko kaznodziei kościoła anglikańskiego obsadzone było w Gdańsku nieprzerwanie od 1692 do 1806 r. Duchowny mianowany był zawsze przez władze kościelne w Anglii. O środki na utrzymanie kaplicy anglikańskiej zabiegał u brytyjskiego monarchy gdański kupiec i armator, a jednocześnie konsul brytyjski w Gdańsku, Alexander Gibsone, choć był z pochodzenia Szkotem wyznania kalwińskiego. Kiedy wraz z opuszczeniem Miasta przez ostatniego kaznodzieję zaprzestano nabożeństw anglikańskich, budynek udostępniony został menonitom, którzy w związku z oblężeniem Gdańska w 1807 r. stracili swój zbór położony na tzw. Drugich Nowych Ogrodach, czyli u początku ulicy Kartuskiej. W roku 1926 z budynku korzystała również przejściowo gdańska wspólnota prawosławna, wyzuta z kaplicy w "rosyjskim pałacu" przy Długich Ogrodach.

ULICA SZEROKA

Dom przy ulicy Szerokiej pod numerem 52 stanowił niegdyś siedzibę jednego z najsłynniejszych gdańskich przedsiębiorstw. Założył je przybysz z Flandrii, Ambrosius Vermoellen, menonita, który parał się gorzelnictwem. Receptury na swoje najlepsze produkty przywiózł podobno z rodzinnych stron, z których uchodził przed terrorem hiszpańskich żołnierzy księcia Alby i ciągnącej tuż za nimi inkwizycji. W 1598 r. uzyskał koncesję na prowadzenie gorzelni w Gdańsku. Jego trunki cieszyły się dużą popularnością, firma przetrwała więc próbę czasu i istniała w Mieście aż do 1945 r. Powtarzający się w rodzinie brak męskich potomków sprawiał, że co pokolenie niemalże zmieniało się nazwisko jej właściciela, który był zazwyczaj mężem córki poprzedniego. Tak w posiadanie gorzelni wszedł inny menonita, Izaak Wedling, który w 1704 r. umieścił ją w domu przy Szerokiej, gdzie od kilku lat prowadzone już było podobne przedsiębiorstwo. Od umieszczonego na budynku emblematu przedstawiającego złotego łososia dom (a zaraz potem firmę) zaczęto nazywać „ Der Lachs". Pod tą nazwą przetrwała w tym miejscu aż do końca II wojny światowej. Jeden z kolejnych wżenionych w przedsiębiorstwo zięciów, nazwiskiem Bestvater, był pierwszym menonitą, któremu oficjalnie udzielono zezwolenia na posiadanie w Gdańsku nieruchomości.Najsłynniejszym produktem menonickiej gorzelni przy Szerokiej jest oczywiście likier „Goldwasser", z charakterystycznymi złotymi płatkami. Mimo, że nie był on „narodowym" gdańskim trunkiem, jak się powszechnie uważa, zyskał sobie światową wręcz sławę, a produkowany jest do dziś w Holandii przez prawnych następców gdańskiej firmy z ulicy Szerokiej.Tradycyjnym gdańskim trunkiem był produkt innej menonickiej firmy. Mowa o Machandlu Stobbego. Rodzina Stobbe była żuławską dynastią gorzelników pochodzenia menonickiego. Swoje przedsiębiorstwo prowadzili od końca XVIII w. wprawdzie w Nowym Dworze na Żuławach, ale to właśnie ich produkt, „Machandel 00", wytwarzany na bazie jagód jałowca, uznawany był kiedyś za najbardziej popularny w Gdańsku alkohol.U zachodniego krańca ul. Szerokiej, nieco na uboczu, tuż za Basztą na Podmurzu, istniała do 1939 r. synagoga jednej z gdańskich gmin żydowskich. Dawny spichlerz wydzierżawiony w 1801 r., a zakupiony w 1820 r. przez Żydów przystosowany został do potrzeb modlitewnych. Po pożarze, który zniszczył dawny spichlerz w połowie XIX w. powstała na jego miejscu prosta budowla będąca siedzibą gminy reformowanej. Związane z tą synagogą bractwa miały swoje siedziby w budynkach przy Szerokiej 130/132.Wśród innych akcentów żydowskich przy Szerokiej wymienić trzeba sklep konfekcyjny Louisa Israelskiego przy ul. Szerokiej 123/124, „Café Kantor" przy Szerokiej 83, gdzie tuż przed wojną działałteatr żydowski i dom Fürstenbergów przy Szerokiej 94, gdzie w roku 1850 urodził się Carl Fürstenberg, potomek żydowskiego handlarza bursztynem, który zrobił oszałamiającą karierę finansową w Berlinie, gdzie nazywany był „bankierem Bismarcka".

HALA TARGOWA I KOŚCIÓŁ ŚW. MIKOŁAJA

Nie wiadomo dokładnie, czy Kościół św. Mikołaja jest starszy, czy młodszy od Kościoła św. Katarzyny. Wiadomo z pewnością, że istniał już na początku XIII w., kiedy to został podarowany przez księcia Świętopełka dominikanom sprowadzonym z Krakowa.Niedawne odkrycie pierwszego, romańskiego kościoła, którego fundamenty oglądać można w podziemiach Hali Targowej, zmieniło spojrzenie na początki lubeckiego Gdańska. Przy okazji odnaleziono w jego otoczeniu setki archeologicznych artefaktów i liczne pochówki, które dodały ciekawy element do wielokulturowej gdańskiej układanki. Oprócz symboli chrześcijańskich pojawiły się wśród przedmiotów odkrytych przy szkieletach dawnych mieszkańców Gdańska również młoty Thora. Młot Thora, charakterystyczny dla skandynawskich wierzeń amulet w kształcie odwróconej litery T, spotykany jest w całym obszarze oddziaływań kultury skandynawskiej.Kościół św. Mikołaja, jako początkowo klasztorny, później parafialny, ale zawsze katolicki, jest miejscem, gdzie pojawiają się oprócz śladów ścisłego związku Gdańska z Polską, również elementy pochodzące z innych kultur.Wybór legendarnego biskupa Myry (obecne Demre w Turcji) Mikołaja, na patrona świątyni nie był z pewnością przypadkowy. Wśród licznych bowiem bowiem patronatów tego świętego znajduje się opieka nad żeglarzami. W mieście portowym sanktuarium św. Mikołaja jest zatem właściwie niezbędne. Święty Mikołaj jest ponadto jednym z tych świętych, których uznaje zarówno kościół katolicki, jak i cerkiew prawosławna, uważa się go nawet za patrona pojednania tych dwóch, zwaśnionych od wieków odłamów chrześcijaństwa. Obecność w Gdańsku dwóch świątyń, którym patronuje ten sam święty (kościoła i cerkwi) to przykład na przenikanie się kultur na gruncie religijnym.Oglądając wyposażenie kościoła - jedynego, który uniknął wojennej dewastacji na terenie śródmieścia Gdańska, a także zapoznając się z jego historią, odnaleźć możemy ciekawe nawiązania wielokulturowe.Jednym z ciekawszych pod względem odmienności kulturowej obiektem w Kościele św. Mikołaja jest Hodegetria, czyli ikona „Madonny Przewodniczki". Ikona jest jednym z nielicznych przykładów obecności sztuki bizantyjskiej w Gdańsku, a pochodzi z kościoła dominikanów we Lwowie, przebyła więc drogę podobną do tysięcy mieszkańców dawnych polskich kresów (w tym również pierwszych gdańskich dominikanów po 1945 r.), wygnanych z miejsc, gdzie żyli ich przodkowie od pokoleń.Do najstarszych płyt nagrobnych w kościele należy do pochodzącego z Turyngii krzyżackiego rycerza Caspara Wulfsteina. W kościele dominikanów szwedzki król Zygmunt Waza otrzymał w 1587 r. akt elekcji na króla Polski. Wśród patronów ołtarzy kościoła odnajdujemy hiszpańskiego dominikanina Vicenta Ferrera, a także Isabel de Flores del Oliva, Peruwiankę, pierwszą świętą pochodzenia amerykańskiego.Wśród świętych wyobrażonych na głównym ołtarzu kościoła, obok św. Mikołaja zobaczyć można trzech Polaków: Jacka Odrowąża i jego brata Czesława - pierwszych polskich dominikanów oraz Stanisława Szczepanowskiego, biskupa i męczennika; trzech Hiszpanów:Dominika Guzmana - założyciela Zakonu Dominikanów, Tomasza z Akwinu doktora kościoła,Rajmunda z Penyafort, kontynuatora misji dominikańskiej, sześcioro Włochów:Giovanniego Bernardone, lepiej znanego jako św. Franciszek z Asyżu, Agnieszkę z Montepulciano i Katarzynę ze Sieny, Piotra z Werony, inkwizytora Włoch i męczennika, Antonina Pierozzi z Werony - arcybiskupa-dominikanina; Czecha - Wojciecha Sławnikowica, biskupa, misjonarza i męczennika.

KOŚCIÓŁ ŚW. BRYGIDY

Święta Brygida , wł. Birgitta Birgersdotter, urodziła się w pierwszych latach XIV w. w środkowej Szwecji. Ta szwedzka arystokratka spokrewniona z rodem królewskim, mistyczka i wizjonerka, była osobą niezwykle pobożną, ale i energiczną. Liczne wizje, których doświadczała starała się przekazywać wielkim tego świata. Z Gdańskiem za życia nie miała żadnych związków. W trakcie przewożenia ciała zmarłej Brygidy z Rzymu do rodzinnej Szwecji, kondukt pogrzebowy utknął na dłuższy czas w Gdańsku z powodu złej pogody i niebezpiecznych dla żeglugi warunków na Bałtyku. Ciało cieszącej się już kultem Szwedki (choć kanonizowana została dopiero w roku 1391) umieszczono na czas oczekiwania na poprawę pogody z wszelkimi honorami w niewielkiej kaplicy należącej do zgromadzenia pokutnic św. Magdaleny. Lokalizacja kaplicy nie jest jednoznacznie ustalona, ale przyjmuje się, że pokrywała się ona z najbardziej na wschód wysuniętą częścią obecnego kościoła. Pobytowi ciała przyszłej świętej w Gdańsku towarzyszyły wydarzenia uznawane za cudowne, dlatego też pojawił się jej lokalny kult, zanim jeszcze została uznana za świętą kościoła katolickiego. Powstanie gdańskiego zgromadzenia sióstr brygidek (oficjalnie: Zakonu Najświętszego Zbawiciela) datuje się na rok 1386.Świętą Brygidę Szwedzką oglądać możemy na jednym z nielicznych ocalałych elementów dawnego wyposażenia kościoła, jakim jest obraz Hermanna Hahna „Koronacja św. Brygidy", niegdyś znajdujący się w ołtarzu głównym, a obecnie umieszczony na ścianie północnej nawy. Tuż pod obrazem znajduje się relikwiarz zawierający żuchwę św. Brygidy. Niemalże naprzeciw „Kaplicy Solidarności" umieszczona jest osiemnastowieczna, polichromowana figura świętej, którą, wraz z drugą Szwedką, bł. Elisabeth Hesselblad - reformatorką zakonu brygidek, zobaczyć też można w kompozycji niedokończonego bursztynowego ołtarza.Dzisiejsze gdańskie siostry brygidki rezydują w dawnym Dworze II przy Polankach.Innym szwedzkim śladem w Kościele św. Brygidy jest epitafium Beaty Sparre, żony Gabriela Posse (szefa komisji okrętowej Zygmunta III i fundatora epitafium Görana Posse w Kościele Mariackim) i ich córki Brygidy.W miejscu dzisiejszej zakrystii kościoła znajdowała się niegdyś kaplica św. Eryka, poświęcona Erykowi IX Jedvardssonowi, królowi szwedzkiemu z XII w.

DWORZEC GŁÓWNY PKP

Kilka miesięcy przed wybuchem wojny, kiedy sytuacja w Europie nie rokowała już nadziei na pokój rozpoczęto akcję ewakuacji żydowskich dzieci z terenów zdominowanych przez nazistów, bądź zagrożonych bezpośrednio hitlerowską agresją. Ideą było ratowanie młodego pokolenia narodu przed nadchodzącą wojną. Akcja objęła w efekcie około dziesięć tysięcy żydowskich dzieci i nastolatków, których odłączano od rodzin i wywożono do Wielkiej Brytanii, z zamiarem późniejszego umieszczenia ich w wymarzonej przez Żydów ziemi obiecanej, tj. w Palestynie. Traumatyczna dla większości ewakuowanych rozłąka z rodzinami (w większości wypadków dzieci nie zobaczyły już nigdy swoich bliskich) była jedyną możliwością zapewnienia im ratunku przed zbrodniczymi planami nazistów i falą antysemityzmu. Akcja objęła Niemcy, włączoną do III Rzeszy Austrię, okupowaną Czechosłowację, a także Polskę i Wolne Miasto Gdańsk.Autorem gdańskiego pomnika jest Frank Meisler, który jako dziecko został ewakuowany z Gdańska. Pomnik przed Dworcem Głównym to trzecia z realizacji Meislera, który podobne pomniki zaprojektował wcześniej dla Londynu i Berlina. Powstała w ten sposób trzyczęściowa opowieść o losie żydowskich dzieci. Berliński pomnik, zatytułowany „Pociągi ku życiu, pociągi ku śmierci" ukazuje dwie grupy dzieci - jedną symbolizującą dzieci uratowane, drugą - ofiary eksterminacji. Porównując twarze dzieci z pomników w Gdańsku i Londynie zauważymy, że to te same osoby: w Gdańsku czekają na pociąg, w Londynie właśnie z niego wysiadły... Gdański pomnik został odsłonięty 6 maja 2009 r. w obecności osób, które, podobnie jak autor pomnika, ewakuowane zostały z Gdańska w ramach akcji Kindertransportów.

CMENTARZ NIEISTNIEJĄCYCH CMENTARZY ORAZ CMENTARZ GARNIZONOWY

Jednym z najbardziej wyraźnych dowodów na rozmaite wpływy kulturowe i obecność ich przedstawicieli w Gdańsku jest Cmentarz Garnizonowy.Nekropolia ta, założona w początkach XIX w., służyła początkowo jako cmentarz wojskowy, by po II wojnie światowej, połączona z sąsiednim Cmentarzem Bożego Ciała, stać się cmentarzem komunalnym.Do najstarszych zachowanych na cmentarzu grobów należą mogiły pruskich oficerów. Pochowano tam również jeńców zmarłych w pruskiej i niemieckiej niewoli. Leżą tam żołnierze austriaccy - jeńcy z czasów wojny prusko-austriackiej roku 1866, znajduje się tam też pomnik francuskichjeńców wojny prusko-francuskiej z lat 1870-71, aczkolwiek ich prochy przeniesiono na Wojskowy Cmentarz Francuski przy ul. Powstańców Warszawskich. Oglądać można także mocno zniszczony pomnik jeńców rosyjskich z lat I wojny światowej. W najwyżej położonej części cmentarza znajduje się duża kwatera blisko tysiąca żołnierzy niemieckich, uporządkowana w latach 90. W pobliżu kaplicy cmentarnej zachował się także nagrobny pomnik 16 marynarzy - ofiar eksplozji na krążowniku Magdeburg, wysadzonego przez własną załogę w 1914 r. w Zatoce Fińskiej.Na grobach żołnierzy rożnych armii nie kończy się jednak międzynarodowy i wielokulturowy charakter cmentarza. Odnajdziemy na nim groby rosyjskich emigrantów - uciekinierów z ogarniętej rewolucją październikową Rosji,kwaterę muzułmańską, głównie z grobami członków społeczności polskich Tatarów, oraz pojedyncze groby przedstawicieli różnych innych narodowości.Po przeciwnej względem Cmentarza Garnizonowego stronie ulicy Dąbrowskiego, wśród drzew porastających fortyfikacje Gradowej Góry znajduje się pomnik w formie obelisku z czerwonego granitu zwieńczony prawosławnym krzyżem. To tzw. „ rosyjski grób", czyli monument poświęcony rosyjskim żołnierzom, którzy polegli w trakcie oblężeń Gdańska w latach 1734, 1807 i 1813. Pomnik ufundował carski rząd w ostatnich latach XIX w., a kamień do jego budowy sprowadzono z Finlandii.Nieco niżej, przy Kościele Bożego Ciała, na terenie dawnego cmentarza szpitalnego powstał w latach 90. Cmentarz Nieistniejących Cmentarzy. Miał on być formą zadośćuczynienia za powojenną dewastację i likwidację dawnych gdańskich cmentarzy, formą upamiętnienia tych wszystkich, którzy swoich grobów, a przynajmniej nagrobków już nie mają. Myśl przewodnia cmentarza-pomnika jest z założenia wielokulturowa. Oprócz umieszczonych na nim oryginalnych płyt nagrobnych, pochodzących ze zlikwidowanych cmentarzy, w centralnym punkcie znajduje się „ołtarz" z napisem „Tym, co imion nie mają", wyrastający z rumowiska potłuczonych płyt nagrobnych z emblematami różnych religii obecnych w historycznym (ale także współczesnym) Gdańsku.Prawdziwym jednak manifestem żywej gdańskiej wielokulturowości są odbywane corocznie w dniu 1 listopada na terenie Cmentarza Nieistniejących Cmentarzy ekumeniczne spotkania modlitewne. W atmosferze zgody i wzajemnego szacunku modlą się tam przedstawiciele i kapłani różnych wyznań. Towarzyszą im licznie gromadzący się na cmentarzu mieszkańcy Gdańska. Pastor i ksiądz, rabin i imam, podający sobie ręce na powitanie, a następnie odmawiający (każdy według swojego rytuału i w swoim języku liturgicznym) modlitwę w tej samej intencji - pamięci o zmarłych - to wzór ekumenizmu i autentycznej wielokulturowości godny naśladowania w całym współczesnym świecie.

Zaloguj się, żeby dodać swój czas przejścia!

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się aby dodać opinię