brak oznaczenia

Granią Tatr Zachodnich

W piątek około godziny 22-giej z synem dojechaliśmy na parking Pod Spalenou. Zastały nas egipskie ciemności i tysiące gwiazd. Wskoczyliśmy w dresy, polary, koc i po nagrzaniu auta próbowaliśmy zasnąć. Niestety temperatura około 8 st C szybko dawała się we znaki i w aucie. Dogrzewaliśmy jeszcze o 24-tej i 2-giej. O 4-tej nad ranem stwierdziliśmy, że trzeba się zbierać. Wcieliśmy po 2 pączki + gorącą herbatę i równo 5-ta rano w drogę. Tomek czołówka - ja latarka.

Po przebicu się przez las - 8 min zielonym szlakiem do drogi prowadzącej już czerwonym szlakiem na Tatliakovą Chatę. Wiedziałem że za chatą winien być jakiś staw więc poszedłem go zobaczyć. Przy okazji spotkałem chlopaka który ze stołów za chatą pakował się po noclegu. Staw był niewielki i właściwie można rzec nieciekawy dla mnie. Po chwili ruszyliśmy pod górę na Sedlo Zabrat. Las się zgubił i szliśmy w kosówce. Robiło się coraz widniej i powoli słońce zaczynało padać na pobliskie szczyty.  Z Siodła Zabrat już ładne widoki mamy - kilka zdjęć i ruszamy czerwonym szlakiem na Rakoń a potem Wołowiec. Słońce zaczyna już świecić na nas - jest bardzo nisko. Leżące kamienie mają długie cienie co super wygląda. Dalej schodzimy na Jamnickie Sedlo by przed sobą mieć osławionego Rohacza Ostrego. Ubieramy nasze rękawiczki rowerowe przed pierwszymi łańcuchami jak zawsze. Przechodzimy grań i trawersujemy konia rohackiego. Jest ciekawie. Przechodzimy dalej i kierujemy się na Rohacza Płaczliwego. W sumie podejście na niego jest faktycznie płaczliwe bo nic sie nie dziej tylko siąść i płakać. Sytuację ratują ostre zejścia z niego :)  - kominki skałą. Schodzimy na Smutne Sedlo podziwiając piękno otaczających nas terenów.  

Dalej nasza wycieczka kontunuuje swoje góra-dół-góra-dół - idziemy szlakiem czerwonym tzn. w wielu miejscach jest możliwość obejścia grzbietów skalnych ścieżką dla ułatwienia, ale my się pchamy tam gdzie szlak - zatem łańcuchy, przepaście i same fajne wrażenia ;) - czyli Banikov - Banokovske Sedlo - Pahola - Spalena - Maly Salatin - Salatin - Brestova i zejście już niebieskim szlakiem na nasz parking Pod Spalenou.

Co fajne to Słowacy nie obdarzyli nas karteczką byśmy coś płacili za całodzienne parkowanie :). Przy samochodzie byliśmy około 16:20.

W sumie w stosunku do czasu wg mapy nadrobiliśmy około 2:30 godziny. Zrobiliśmy całość w 11 godzin 20 minut :) . Wycieczka przy pięknej pogodzie się nam cała udała. Wydaje mi się, że jako całość jest bardziej męcząca niż Orla Perć z uwagi na te grzbiety i przełęcze między nimi.

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się aby dodać opinię