Tatry Wysokie z Hrebienoka do Śląskiego Domu

Koniec lata w Tatrach to doskonały moment na piękne widokowo wycieczki. Dzień jest jeszcze długi, a góry są już jesiennie kolorowe. Słowackie szlaki powyżej schronisk jeszcze dostępne dla turystów – po 11 listopada szlaki są zamykane. Udało mi się namówić Agnieszkę(długo nie trzeba było namawiać J) na mały wypadzik na Słowację. Pojechałyśmy do Starego Smokowca samochodem (można się tam dostać także autobusem z Zakopanego). Plan był taki, że obejrzymy jak te góry wyglądają bez śniegu…

Gdy wyjeżdżałyśmy z Zakopanego nad Tatrami zaczęły zbierać się chmury, ale potem pokazało się słońce i tęcza i zrobiło się jakby ciepło… Zaparkowałyśmy i… zaczęło padać. Posiedziałyśmy chwilę w samochodzie, bo to przecież na pewno przelotny opad. Ale taki się okazał mało przelotny, więc postanowiłyśmy, że wjedziemy kolejką na Hrebienok i wtedy to już na pewno przestanie. Przecież miało być pięknie, jesiennie słonecznie, nawet okulary zostawiłyśmy na czole, bo zaraz wyjdzie słońce i się przydadzą.

Wysiadłyśmy na górze, a przelotny opad ciągle trwał. Włożyłyśmy więc nieprzemakalne spodnie i kurtki i buffy i kaptury, okulary powędrowały do plecaków i ruszyłyśmy w stronę chaty Teryho. Deszcz padał ale wcale nie było nam zimno. Byłyśmy więc mokre od zewnątrz z powodu deszczu i od wewnątrz z powodu spocenia się. Koło Złotych Spadów wydawało nam się, że przestaje padać, ale jak tylko któraś z nas głośno o tym wspomniała, chmury podniosły się (okazało się, że w koło pełno kozic) i deszcz znowu zaczął padać. Mogły być wtedy dwa rodzaje pogody: albo pada i coś widać, albo nie pada i jest mgła.

Na szczęście zaraz dotarłyśmy do schroniska. W środku nie padało i było wszystko widać. Herbatka, kanapki, batonik.. trzeba ruszać. W norweskiej prognozie pogody było, że o 11 ma przestać padać. Była właśnie 11 i… przestało. Ale za to zrobiło się zimno. Chmury się podniosły i nareszcie było widać coś więcej niż kozice przy szlaku. Ale tylko to, co poniżej nas. Ładne.

Z chaty Teryho poszłyśmy przez Czerwoną Ławkę do Doliny Staroleśnej – do Zbójnickiej chaty. Na zupę czosnkową. Stamtąd ruszyłyśmy przez Rohatkę, na chwilę na drugą stroną grani głównej Tatr, na Polski Grzebień. Przez cały czas było widać tylko to, co poniżej nas. Ale przynajmniej było, sucho.

Z Polskiego Grzebienia już tylko w dół, do Śląskiego Domu i dalej żółtym szlakiem do Starego Smokowca.

Całość wycieczki zajęła nam 9 godzin, dystans 25 km, przewyższenie +1700, - 1940.

Zaloguj się, żeby dodać swój czas przejścia!

Dodaj swoją opinię

Zaloguj się aby dodać opinię